13 października 2009, 16:47

13 Paźdź

(nie, to nie jest odpowiedź na wczorajszą rozmowę…ten post był planowany od dłuższego czego, ale dopiero teraz nabrał czytelnej formy.)

Boli mnie odejście z KSMu. Nie umiem się konsekwentnie odciąć, ciągle czuję się odpowiedzialna za to, z czym wychodziliśmy na zewnątrz. Boję się odejść, bo nie ma nic pomiędzy, żadnej alternatywy – albo KSM, albo rezygnacja z tego, czym żyłam przez ostatnie lata, w co wsadziłam masę pracy, czasu i serca. Wiem, że powinnam, bo nie ma sensu ciągnąć fikcyjnie czegoś, co wygasło już dawno i już w założeniach jest „ułomne”. Powinnam…i chyba jedynie poczucie niespełnionych ambicji jeszcze mnie tam trzyma. Nic…i niestety już nikt więcej.

Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam;
Ciebie pragnie moja dusza,
za Tobą tęskni moje ciało,
jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody.
(Ps 63, 2)

Reklamy
%d blogerów lubi to: