2 kwietnia 2009, 20:10

2 Kwi

Przeraża mnie płytkość moich własnych myśli ostatnio. Balansują gdzieś na granicy koślawo pojmowanego romantyzmu, tego, co się dzieje i najbanalniejszej z możliwych uciech – wiosennego słońca. Zero jakiegokolwiek wyciągania wniosków, jedynie układanie w głowie tego, co niepoukładane. To chyba codzienności wygrywają ze mną. Te małe i maleńkie, z pozoru nic nie znaczące, zebrane zapełniają czas tak szczelnie, że nie wiadomo kiedy mija kolejny dzień, wieczór..

Z drugiej jednak strony, wcale nie mam ochoty tego zmieniać. Wolę być płytka i szczęśliwa, niż zastanawiać się za dużo i dojść do czegoś, czego nie chcę wiedzieć.

Dewiza na najbliższe dni: działanie! :)

Reklamy
%d blogerów lubi to: