22 marca 2009, 15:47

22 Mar

Po wczorajszym diecezjalnym Dniu Skupienia KSM, odkryłam kolejny czynnik, który wywołuje u mnie reakcję alergiczną. Mianowicie świadectwa wiary członków wspólnoty Mamre i ich nawoływanie do nawrócenia. Sama w sobie idea świadczenia o obecności Chrystusa w życiu codziennym piękna i jak najbardziej przeze mnie popierana, ale…wcale jakoś nie odczuwam potrzeby słuchania fanatycznych wyznań ludzi, którzy chcą przekonać mnie, że znają Boże zamierzenia lepiej, niż sam Pan Bóg. Wydaje mi się, że zaświadczyć można jedynie swoją postawą, dobrocią, byciem „dla”… a nie mega-wzruszającą historyjką.
Nie wiem czemu odniosłam wrażenie, że wspólnota Mamre Pana Boga traktuje jak lekoman pigułki na ból głowy. Ach, no i jeszcze kwestia tego, że sam sposób mówienia tych pań, na kilometr śmierdział jakąś manipulacją, akwizytorstwem…a tego nie lubię.
Podsumowując dzień skupienia? Skupienia nie było…była tylko odrobina wewnętrznego sprzeciwu podczas świadectw, było marznięcie, przez co moja krtań nie zdążyła dojść do porządku, była w końcu konferencja z Panią psycholog, która nie wniosła nic nowego.

Pozytyw na koniec? Zaczytuję się w Hołowni i oderwać się od książki tego pana nie mogę. Trafiony prezent, zdecydowanie…:)

[dopisek 16:28]
Ubierając się stwierdziłam, że nie jestem szczupła. Jestem przeraźliwie chuda! Zapięte spodnie z łatwością przeleciałyby mi przez biodra, mimo, że w lutym były dopasowane. Buty odstają mi od łydki o centymetr z każdej strony, sterczą mi łopatki, kolana, nawet obojczyki…Przez ciągłe choroby, stres, nieregularne posiłki, stałam się karykaturą samej siebie.

Reklamy
%d blogerów lubi to: