Jestem niesamowicie rozbita i rozdrażniona. Chory jest ten układ! Obecna sytuacja w jednej chwili potrafi wynieść mnie na szczyt możliwości, aby lada moment uderzyć bezradnością i chęcią rzucenia wszystkiego. Nie mam już siły. Ile razy jeszcze ktoś oderwie mi skrzydła?
Dodam jeszcze, że post z dnia 4 listopada 2008 dzisiaj przeczytany powinien brzmieć dużo cieplej, niż rok temu.




