nie wzięłaś, głupia babo, oliwy. i Ci drzwi zamknęli.
ech…
A nierozsądne rzekły do roztropnych: “Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. (Mt 25,8)

nie wzięłaś, głupia babo, oliwy. i Ci drzwi zamknęli.
ech…
A nierozsądne rzekły do roztropnych: “Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. (Mt 25,8)

Nie mam ochoty na ludzi. Są wszędzie i ciągle, a tak naprawdę niewielu potrafi rozmawiać…Dość już mam tego nic nieniosącego ze sobą bełkotu i boję się go okropnie. I tłumu się boję.
Pearl Jam – Given to fly.

Niesamowicie symboliczny i wymowny był dzisiejszy dzień. Kiedy przed rokiem przechadzaliśmy się wspólnie po Jasnogórskich błoniach, nie mogliśmy nawet przypuszczać, że wrócimy tam razem. Wiele rzeczy zrozumieliśmy od tego czasu, wiele było zmian, emocji, wyzwań, niepewności i modlitwy.
Dzisiaj stanęliśmy w miejscu, które było i jest początkiem wszystkiego. Stanęliśmy i wierzę, że to nie dzieje się dzięki nam…wierzę, że to jest właśnie logika Boża.
(Ręce rwą się do pisania, do wypowiedzenia każdego niewypowiedzianego “dziękuję”, do wyrażenia tego, jak wiele ciągle dostaję, a na jak niewiele zasługuję…i łzy mi się cisną do oczu. Ze szczęścia, bo po tak długim czasie wróciła ta cudowna pewność, że nie jestem, nie jesteśmy sami. I z rozgoryczenia trochę, że zajęta sobą straciłam tą pewność. A On był cały czas.
Ręce się rwą i tysiące nieuporządkowanych myśli…Ale przecież nie o słowa chodzi.)