Wolne zdecydowanie mi nie sprzyja. Chodzę spać o godzinie, o której w ciągu zwykłego tygodnia już dawno się budzę, dłonie i paznokcie doprowadziłam do takiego stanu, że ledwo piszę na klawiaturze, a nocami oglądam durne filmy dla kobiet, o kobietach…zrobione przez mężczyzn. Gdyby nie fakt, że około północy byłam podekscytowana widokiem trzymiesięcznego malca w garniturze i robiłam smsowy konkurs na potencjalnego tatusia, pewnie napisałabym o niskim poziomie polskich produkcji, aktorach, którzy w zależności od filmu zmieniają jedynie imię*, albo o męskiej ignorancji względem kobiecej psychiki. Ludzie, którzy robili te filmy, kobiety znają chyba tylko z bajek…
I choć z treści postu wcale nie wynika to co miało, puenta jest następująca: po tygodniu siedzenia w domu muszę w końcu zrobić coś pożytecznego, bo zwariuję…albo zajdę w ciążę. Urojoną.
*ciekawe przeżycie, ujrzeć w jedną noc “naszego papieża” jako zakrwawionego momentami pana młodego, homoseksualistę i…sama nie pamiętam – proszę wybaczyć, panie papieżu.
[edit 13:06]
Aa, i chciałam dodać, że zaczął mnie niesamowicie denerwować przeintelektualizowany styl pisania 13-letnich chłopców, którym wydaje się, że wiedzą coś (nie, żebym była lepsza w tej kwestii – jestem jedynie świadoma niewiedzy) o życiu i świecie tylko dlatego, że znają słowo “aczkolwiek”, “gdyż”, “pauperyzacja”, “ambiwalencja” etc. Nie ma, jak to chcieć napisać “dupa” przez “rz”, tylko dlatego, że ładniej wygląda. Irytujące…bardzo irytujące. Swoją drogą…czyżby ten post emanował jakąś niechęcią do mężczyzn? … Za dużo filmów.




