Duchem nadal w Poroninie, podobnie zresztą jak pozostali.
Póki co, dla nikogo te dwa tygodnie nie dobiegły końca – nadal są spotkania, rozmowy, w których nie liczy się, że już grubo po północy, a rano trzeba wstać…Tak, jakby czas się dla nas zatrzymał i tkwił ciągle w punkcie, kiedy wilgoć rześkiego, górskiego, wlatującego nad ranem przez otwarte okna powietrza mieszała się z zapachem drewnianych bel na suficie.
Tak, to był dobry czas.
Czy trzeba znać kogoś ‘od zawsze’, żeby móc nazwać go Przyjacielem?
Jeżeli tak, to ja niniejszym tą regułę łamię.
‘O, słodka Naiwności’ ktoś powie – trudno, najwyżej będę żałować.
Pozdrawiam, ciałem z Zabrza, umysłem gdzieś spod Zakopanego…









