Lipiec 2007.
dom – własysławowo – dom – kielce – dom – zakopane.
Nie prędko się pojawię (chyba, że znajdę chwilę podczas ‘międzylądowania’ :]), dlatego tylko ładnej pogody podczas wypoczynku wszystkim życzę. Tejk ker! :)
Aa, i dodać chciałam, że znalazłam w szafie gitarę taty. Rozstrojona i trzeba było założyć nowe struny, ale jak na ponad trzydziestoletnią, to ma się całkiem nieźle i – o dziwo – jest sprawna. Btw, to się nazywa skutecznie unikać sprzątania – gitara leży w tej szafie pewnie ponad dekadę, a ja nie miałam pojęcia o jej istnieniu. ;] Teraz tylko nauczyć się grać…




